Autor: Albert Camus
Wydawnictwo: W,A.B.
Rok wydania: 2014 [1942]
Gatunek: powieść psychologiczna
Ilość stron: 77
Ocena: 7/10
Choć tak bardzo się od siebie różnimy, wszyscy jak jeden mąż lubimy bawić się w grę "pokaż odmieńca". Czasami ktoś jest wskazywany ze względu na kolor skóry, religię, kulturę, czy nie wpasowywanie się w pewne normy społeczne. Tyczy się to zarówno takich jak ja, co nie bawią się w szukanie kawalera i branie kredytu, czy takich jak Meursault, którzy nie potrafią wzruszać się i odczuwać jak się ogólnie przyjęło.
Jest to o:
Głównego bohatera spotykamy w dniu, w którym wybiera się na pogrzeb Matki. Meursaulta poznajemy w dość niewielkim stopniu, a jednocześnie wydaje się nam, że wiemy o nim wszystko. Protagonista wiedzie normalne, monotonne życie: jest bezkonfliktowy, ma pracę, kilku znajomych, a od czasu do czasu dziewczynę. Wyjątkowość tego everymana polega na jednej ekstremalnej cesze - nie odczuwa zbytnio emocji. Emocji takich jak współczucie, skrucha, czy miłość, które, dla większości, definiują nasze człowieczeństwo. Charakter głównego bohatera drażni oraz niepokoi nie tylko nas, ale również postacie poboczne. Nadzorca domu spokojnej starości, Maria, pragnąca wyjść za Meursaulta, czy ława przysięgłych - wszyscy na swój sposób oburzają się (w pewnym stopniu) z nami samymi na widok bohatera nie potrafiącego płakać za swoją zmarłą Matką. Ostatecznie, ta oburzająca nieumiejętność rozpaczy staje się głównym dowodem przeciwko protagoniście podczas jego rozprawy o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem.
Sądzę, że:
Obcy to w pewien sposób pociągnięcie tematu reinterpretacji w Micie o Syzyfie. Chociaż Meursault jest postrzegany przez społeczeństwo (i powinien być także przez nas samych) jako zagrożenie dla ogólnie przyjętego ładu opierającego się na wartościach chrześcijańskich, osobiście polubiłam głównego bohatera i buntowałam się przeciwko potępianiu jego nieczułości. Wszyscy chcą żeby płakał, ale on nie czuje takiej potrzeby, więc każdy poczuwa się do odpowiedzialności, by udowodnić mu jakim jest psychopatą. I że potrzebuje Boga. Ja za to poczuwam się do obowiązku udowodnienia temu fikcyjnemu społeczeństwu, że bzdura! Było u mnie na kanapie bardzo emocjonująco! Herbata została rozlana, a ciastka rozkruszone!
Meursault to w moich oczach postać fascynująca - w pewnym sensie kroczy ku przepaści pozostając szczerą wobec siebie samej. Choć mógłby skłamać, że jest wierzący, mógłby oblać się wodą i powiedzieć, że coś mu się widoczniej podczas pogrzebu przytkało, bo teraz to proszę jak leci, trzeba chyba hydraulika, albo mógłby powiedzieć zebranym, że żałuje jak cholera, to nie robi tego. Protagonista pozornie wydaje się być okropnym konformistą, ale nie jest. Meursault decyduje się nie kłamać ani nie udawać. Po prostu nie wierzy, nie kocha, nie żałuje. Nieważne jak poważna byłaby sytuacja, bohater nie stara się podporządkować swojego życia wewnętrznego do oczekiwań społeczeństwa. Oto nowy model buntownika - nie buntuje się przeciwko śmierci czy zbrodni, a przeciwko sztuczności. A teraz proszę to sobie przenieść na osoby homoseksualne i robi się coraz ciekawiej.
through the sleep-bound house the little plaintive sound rose slowly, like a flower growing out of the silence and the darkness (tłum. Stuart Gilbert: 23)
Kiedy moje oczy pieszczą podobnie napisane frazy, przychodzi mi na myśl Joseph Grand, bohater Dżumy, i jego ambicja napisania książki, podczas gdy latami pracuje nad perfekcyjnością pierwszego zdania. Albert Camus posiada piękną umiejętność wplatania poetyckości w swoją prozę psychologiczną. Niektóre wyrażenia aż po prostu chce się wciągnąć nosem (nie żebym miała z tym jakiekolwiek wcześniejsze doświadczenie panowie z FBI).
I jeszcze:
Camus jest autorem, który posiada specjalne miejsce pośród moich literackich bruzd i zakrętów. Chociaż Obcy nie zniszczył mi wnętrzności wyskakując brzuchem, to chociaż trochę trzepnął w potrzebę kompletnego konformizmu.
Choć tak bardzo się od siebie różnimy, wszyscy jak jeden mąż lubimy bawić się w grę "pokaż odmieńca". Czasami ktoś jest wskazywany ze względu na kolor skóry, religię, kulturę, czy nie wpasowywanie się w pewne normy społeczne. Tyczy się to zarówno takich jak ja, co nie bawią się w szukanie kawalera i branie kredytu, czy takich jak Meursault, którzy nie potrafią wzruszać się i odczuwać jak się ogólnie przyjęło.
Jest to o:
Głównego bohatera spotykamy w dniu, w którym wybiera się na pogrzeb Matki. Meursaulta poznajemy w dość niewielkim stopniu, a jednocześnie wydaje się nam, że wiemy o nim wszystko. Protagonista wiedzie normalne, monotonne życie: jest bezkonfliktowy, ma pracę, kilku znajomych, a od czasu do czasu dziewczynę. Wyjątkowość tego everymana polega na jednej ekstremalnej cesze - nie odczuwa zbytnio emocji. Emocji takich jak współczucie, skrucha, czy miłość, które, dla większości, definiują nasze człowieczeństwo. Charakter głównego bohatera drażni oraz niepokoi nie tylko nas, ale również postacie poboczne. Nadzorca domu spokojnej starości, Maria, pragnąca wyjść za Meursaulta, czy ława przysięgłych - wszyscy na swój sposób oburzają się (w pewnym stopniu) z nami samymi na widok bohatera nie potrafiącego płakać za swoją zmarłą Matką. Ostatecznie, ta oburzająca nieumiejętność rozpaczy staje się głównym dowodem przeciwko protagoniście podczas jego rozprawy o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem.
Spytał mnie wówczas, czy nie interesowałaby mnie odmiana życia. Odpowiedziałem, że życia nie zmienia się nigdy i że, tak czy inaczej, każde ma tę samą wartość, a moje życie tutaj odpowiada mi zupełnie. (tłum. Maria Zenowicz)
Sądzę, że:
Obcy to w pewien sposób pociągnięcie tematu reinterpretacji w Micie o Syzyfie. Chociaż Meursault jest postrzegany przez społeczeństwo (i powinien być także przez nas samych) jako zagrożenie dla ogólnie przyjętego ładu opierającego się na wartościach chrześcijańskich, osobiście polubiłam głównego bohatera i buntowałam się przeciwko potępianiu jego nieczułości. Wszyscy chcą żeby płakał, ale on nie czuje takiej potrzeby, więc każdy poczuwa się do odpowiedzialności, by udowodnić mu jakim jest psychopatą. I że potrzebuje Boga. Ja za to poczuwam się do obowiązku udowodnienia temu fikcyjnemu społeczeństwu, że bzdura! Było u mnie na kanapie bardzo emocjonująco! Herbata została rozlana, a ciastka rozkruszone!
Chciałem spróbować wyjaśnić mu serdecznie, nawet z sympatią, że ja nigdy nie byłem w stanie prawdziwie żałować czegokolwiek. Zawsze pochłaniało mnie to, co mogło się zdarzyć dziś albo jutro.
Meursault to w moich oczach postać fascynująca - w pewnym sensie kroczy ku przepaści pozostając szczerą wobec siebie samej. Choć mógłby skłamać, że jest wierzący, mógłby oblać się wodą i powiedzieć, że coś mu się widoczniej podczas pogrzebu przytkało, bo teraz to proszę jak leci, trzeba chyba hydraulika, albo mógłby powiedzieć zebranym, że żałuje jak cholera, to nie robi tego. Protagonista pozornie wydaje się być okropnym konformistą, ale nie jest. Meursault decyduje się nie kłamać ani nie udawać. Po prostu nie wierzy, nie kocha, nie żałuje. Nieważne jak poważna byłaby sytuacja, bohater nie stara się podporządkować swojego życia wewnętrznego do oczekiwań społeczeństwa. Oto nowy model buntownika - nie buntuje się przeciwko śmierci czy zbrodni, a przeciwko sztuczności. A teraz proszę to sobie przenieść na osoby homoseksualne i robi się coraz ciekawiej.
through the sleep-bound house the little plaintive sound rose slowly, like a flower growing out of the silence and the darkness (tłum. Stuart Gilbert: 23)I jeszcze:
Camus jest autorem, który posiada specjalne miejsce pośród moich literackich bruzd i zakrętów. Chociaż Obcy nie zniszczył mi wnętrzności wyskakując brzuchem, to chociaż trochę trzepnął w potrzebę kompletnego konformizmu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz