niedziela, 3 stycznia 2016

Strażnik domu Momochi: Harem takich sobie chłopaków

Tytuł: Strażnik domu Momochi
Autor: Aya Shouoto
Ilustrator: Aya Shouoto
Ilość tomów: 2 (5 + nadal powstaje)
Wydawnictwo: Waneko
Gatunek: romans, revese harem, fantasy
Docelowy odbiorca: shoujo
Ocena: 5/10 (osobiście 3)

Wstęp:
Czasami każdy z nas ma ochotę na mniej wymagającą mangę, szczególnie o 1 w nocy. Raz penetruje się zombie-apokalipso-moe-gore-dystopię, a raz harem bishów. I wszystko jest ok, dopóki nikt nie widzi. Choć Strażnikiem domu Momochi nie powstydziłaby się żadna dwunastolatka, nie radziłabym zaglądać mając jakieś wymagania względem mangi. Jakiekolwiek.






Historia:
Młoda dziewoja nie mająca rodziny, Himari Momochi, dowiaduje się, że dziedziczy ogromną posiadłość. Postanawia sama stworzyć sobie własny dom. I nawet plotki o tym, że jej domostwo nawiedzają duchy z zaświatów nie przeraża upartej szesnastolatki. Krążąc z mapą wśród gór i pagórków, w końcu odnajduje posesję, która prezentuje się całkiem niebanalnie. Niestety nie można tego samego powiedzieć o jej wnętrzu: popękane ściany, porwany papier i zniszczone meble - tak objawia się dziedzictwo Himari. Jakby tego nie było mało, na naszą protagonistkę wyskakuje goły i wesoły facet. Aoi Nanami, po tym jak się ubrał, przedstawia siebie oraz swoich dwóch towarzyszy, Yukari oraz Ise, dodając, że Momochi musi się wynosić. Nasza bohaterka zamienia się w słup soli, oszołomiona samowolą dzikich lokatorów. Mimo to postanawia, że zostanie i pokaże, kto rządzi w jej własnym domu. Z czasem dowiaduje się niesamowitych rzeczy, między innymi tego, że bardzo przypomina Jak zostałam bóstwem. Do życia zwyczajnej nastolatki wkradają się demony, klątwy i bestie, a ona sama poczuje ciężar nowych obowiązków. Ach, ciężko jest żyć w posiadłości w górach, która ma połączenie ze światem umarłych.

Opinia:
Jak wspomniałam we wstępie, zabierając się za dwa pierwsze tomy Strażnika nie oczekiwałam dosłownie niczego oprócz słodkiego romansu. Gdyby było inaczej, równie dobrze mogłabym zabrać się za Atak Tytanów i narzekać, że nie ma w nim mahou shoujo. Fabuła to sprawa kilku słów: ślicznie i słodko. Żadnych niezwykłych intryg. Schemat typu: chcę być użyteczna+robię głupstwo+spoko, przystojny gość mnie ratuje. Zaakceptowałam to. Zaakceptowałam postacie.

Jeśli za to mówimy o plusach, to trzeba wspomnieć o ładnym projekcie głównej bohaterki, na którą można zatrzymać wzrok. Na minusie są zdecydowanie męskie postacie. Główny (okładkowy) bohater jest taki trochę ciamcia bez charakteru. Jego słudzy są już znacznie przystojniejsi, ale mimo to ciągle brakuje mi ich rozwinięcia. No są tłem po prostu. Ładnym tłem. Którego niezbyt lubię - nie odnoszą się za łagodnie do Himari, co rozumiem, bo wtrąca się tam, gdzie nie trzeba. Choć z drugiej strony to jej dom i to ona powinna odziedziczyć coś więcej niż sam budynek (ci... nie zdradzam więcej fabuły).
Ważniejszym mankamentem mangi była jej zawartość w pojedynczym tomie. Uważam, że dobrze by historii wyszło, gdyby te dwa tomy wydane były jako komplet. I ma się wrażenie, że coś jednak się dzieje i kończy się w dość ciekawym momencie.

Co do ilustracji - no ładne są. Muszą być ładne, żeby rysować ładnych chłopców. Miejscami  nawet naprawdę dopracowane.

W ogóle na początku cały czas mówiłam "Strażnik domu Mochi" i myślałam, że manga będzie o jedzeniu.

Ocena:
Manga lekka. Jej fabuła waży dokładnie -3 gramy (zważone). Bardzo przypomina Jak zostałam bóstwem. Mimo to polecam młodszym dziewczynkom - kupujcie Strażnika, żeby Waneko miał pieniądze na shouneny i josei'e.



Ilustracje należą do Aya Shouoto Strażnik domu Momochi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz