niedziela, 22 listopada 2015

J no Subete: Jak dobrze pisać o miłości

Tytuł: J no Subete
Autor: Nakamura Asumiko
Ilustrator: Nakamura Asumiko
Ilość tomów: 3 tomy
Gatunek: romans, yaoi, dramat, dojrzały
Docelowy odbiorca: 18+
Ocena: 10/10

Wstęp:
Pani Nakamura jest jedną z moich ulubionych artystek. Jej leniwy, imponujący  styl rysowania przyszpila mnie za każdym razem, gdy otwieram okładkę. No i te postacie. Zawsze sieroty. Jak nie sieroty to zgwałcone, zmolestowane, skrzywione, skrzywdzone, puszczalskie albo i nie, ale przede wszystkim zawsze, naprawdę zawsze, pragnące miłości.





Historia:
W 1952 roku w Ohio, dziesięcioletni J, chłopiec o subtelnej, kobiecej urodzie, zakochał się w samej Marilyn Monroe. Od tamtej pory sam starał się zostać divą, śpiewając jej piosenki ubierając sukienki. Jego matka, pochodząca z konserwatywnego domu, nie akceptowała fascynacji syna i trzymała go krótko. W przeciwieństwie do niej, ojciec J, mechanik, organizował mu występy w pobliskim barze. Żyjąc w czasach rewolucji przemysłowej, ludziom się powodziło, a wiadomo, że kiedy jest człowiekowi dobrze, wtedy budzą się demony. Przez automatyzację w przemyśle, ojciec J stracił pracę i popadł w alkoholizm. Matka protagonisty musiała zacząć pracować. Ciężkie czasy postawiły przyszłość pod znakiem zapytania. I wtedy, gdy J miał trzynaście lat, jego rodzina momentalnie się rozpadła. Wraz z odgłosem pistoletu trzymanego przez matkę i bezwładnym ciałem ojca. Już nie było domu. I przyjdzie czas na sierociniec, i szkołę, na bary i na seks. I miejmy nadzieję, że również na miłość.


Opinia:
Manga J no Subete jest powalająca. Życie pisało już niejedną historię. Niektóre są szare, inne pamiętane przez miliony. Na opowieść o J będę miała oddzielne miejsce w sercu. Autorka brutalnie pokazuje cierpienia protagonisty. Nie cacka się w słodkie uniesienia, rozstania i powroty, tylko rzuca ci w twarz błotem. Nasz bohater się zakochał? No to może niech się rzuci z mostu. Udało mu się rozwinąć skrzydła? No nic, tylko mu je wyrwać. A jednak mangaka wciąż daje nam nadzieję, że wszystko może być dobrze, że trzeba poczekać, odważyć się, aż tu nagle postać wpada pod samochód. Kocham takie chore historie!

Trochę na poważnie - pani Nakamura nie ma oporów w ukazywaniu tych najmroczniejszych odmętów życia i za to szanuję ją jako artystkę. Porzucając moją ciemną stronę fujoshi, jeżeli ktoś chciałby przeczytać normalną, dojrzałą mangę, w której głównej bohaterowie są homoseksualni, to J no Subete powinien sobie odstawić na później. Z jednej strony to sadystyczna, bezwzględna jatka z drugiej wypełniona bardzo dobrze skonstruowanym dramatem i romansem, który wymaga odbiorcy nie tylko dojrzałego, ale równie dobrze przygotowanego na mocne sceny - a nie tak jak podczas Nimfomanki, gdy ludzie byli zszokowani, co im przyszło oglądać. Nimfomanki!

Jak już wspomniałam, każdy bohater ma ostry cierń w sercu. I każdemu równie współczułam i kibicowałam. J to chłopiec, transseksualista, który ma ze sobą ze 100 problemów jak nie więcej. Skrzywdzony jako dziecko, utożsamia miłość z seksem, przez co topi się w brei rzeczywistości, gdyż ludzie jak to ludzie, wykorzystują najsłabszych ile tylko się da. A J nie potrafi się obronić. Za każdym razem, gdy nasz protagonista był krzywdzony i poniewierany, łapałam się za głowę i szeptałam: idź do tego kto da ci w końcu szczęście. Jego historia miłosna jest tak bardzo podobna do Forresta i Jenny z Forrest Gump.

Zarówno Paula Andersona i Morgana Andrew byli ciekawymi towarzyszami fabuły i uważny czytelnik mógł dostrzec pomiędzy nimi pewnego rodzaju napięcie - żeby je rozszyfrować zapraszam do Barairo no Hoho no Koro, które rozszerza nam dwóch bohaterów oraz ich pochodzenie. Paul podczas okresu szkolnego krąży jak taki idealny senpai, myśląc, że znalazł właściwą ścieżkę. Dzięki J potknął się i zaczął trochę inaczej patrzeć na życie. Miło jest widzieć, jak ktoś tak poważny popełnia swoje pierwsze  grzeszki. Jednakże moją miłością jest Morgan - gość, który mógłby dostać pierwszą nagrodę jako starszy brat. Niezwykle otwarty, pozytywny i opiekuńczy. Chciałoby się chłopaka czasami przytulić.
I w końcu do naszego chłopskiego grona dołącza dziewczę, które nie jest przedstawione w dziele pani Asumiko karykaturalnie, jako przeszkoda do pokonania. Rita Barthelme, choć pojawia się w drugim tomie, wywiera ogromy wpływ na przyszłość głównego bohatera. Niespełniona poetka, która mdleje z głodu, zaczyna krążyć wokół J, jak Słońce wokół Ziemi (czy jakoś tak). Podziwiam u niej zrozumienie jakim otacza głównego bohatera. Jako czytelnik obserwujesz ją sobie i myślisz: kurczę, przecież to dobre dziewczę jest.

Tak więc jesteśmy obrzuceni dobrymi rysunkami, bohaterami, fabułą, czy jeszcze można coś wychwalić. Czemu nie. Sposób opowiedzenia historii, czyli kompozycja szkatułkowa, która sprawia, że ogólnie mamy trójkę narratorów, którymi są nasi bohaterowie. Zabieg wykorzystany świetnie, szczególnie, gdy kończymy trzeci tom, który zdradza nam ostatniego tajemniczego opowiadającego (piękny zwrot akcji).

Ocena:
Swoiste emocjonalne i wizualne arcydzieło. Koniecznie trzeba przeczytać, jeżeli posiada się odpowiedni poziom dojrzałości i otwartości na świat. Rozwijajmy swoje horyzonty tym naturalistycznym homo-dramatem. Polecam!


Ilustracje należą do Nakamura Asumiko J no Subete

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz