Autor: Koike Nokuto
Ilustrator: Koike Nokuto
Ilość tomów: 4
Wydawnictwo: Yumegari
Gatunek: horror
Docelowy odbiorca: dorośli
Ocena: 6/10
Jako że panuje obecnie apogeum temperatury, postanowiłam udać się 6000 m pod powierzchnię oceanu. Na łodzi podwodnej Cofdeece, co prawda słońca nie uświadczysz, ale atmosfera i tak jest gorąca (choć mrozi krew w żyłach).
Historia wita się z nami sprzątaniem stacji podwodnej. Nic tu jednak po perfekcyjnej pani domu. Substancja, znajdująca się zarówno na podłodze, jak i ścianach, przypomina materię organiczną (no nie czarujmy się, horror horrorem, a więc coś pewnikiem rozwaliło człowieka). Po mrocznej scenie mającej wzbudzić nasze zainteresowanie, poznajemy głównego bohatera serii, który nazywa się Kadokura Kengo. Nasz protagonista pracował niegdyś dla japońskiej firmy, która została kupiona przez Chińczyków. Kiedy reszta pracowników zmieniła pracodawcę, Kadokura, ze swym kompanem Danzakim, postanowili zostać. Obiecał on Kengo, że załatwi im w nowej firmie coś fajnego. Nasz protagonista ślepo podąża za przyjacielem aż na platformę na końcu świata (a przynajmniej na środku oceanu), pocieszając się ciągle, że przecież nie będzie sam. A gdzieżby! Wchodząc do windy, która ma przewieść bohatera 6000 m pod wodę, mija się z kolegą, który widocznie słabo przestrzegał BHP, bo ma poderżnięte gardło. Jak każdy z nas w takiej sytuacji, Kadokura łapie się za głowę i myśli jakby to się z tego wszystkiego wymigać (no kraulem przecież nie wypłynie). Jednakże ostatecznie zostaje pod wodą, jako asystent Wein Chan Guo, który ma kierować przywróceniem Cofdeece do ponownej używalności. Główny bohater, w ciągu swojego pobytu, dowiaduje się, że trzy lata temu coś stało się z poprzednią ekipą, która zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach (niby się tłumaczą, że to pożar, no ale horror to horror, więc...). Z czasem rodzi się coraz więcej pytań, a nasi protagoniści już sami nie wiedzą w co tak naprawdę wierzyć. Czy halucynacje pojawiające się w ciemnościach naprawdę są tylko zwykła marą, wywołaną dyskomfortem przebywania w zamkniętym obiekcie z dala od światła? Dlaczego winda na powierzchnię została nagle odłączona? I czy Kadokura przeleci śliczną panią mechanik, Kusakabę Miwę?
Pozycja całkiem ciekawa, przyjemna w odbiorze (mam spaczoną percepcję) i rzeczywiście budząca niepokój u czytelnika. Według mojego widzi-mi-się, z początku fabuła powinna była być poprowadzona wolniej i dokładniej. Nie czułam się za bardzo zżyta z bohaterami i nie poznałam ich tak bardzo jak chciałam, gdyż od stanu niepokoju przechodzimy od razu przez "ło matko" aż do "co sie wogle tutej dzieje". Wierzę, że można to było wykorzystać, pokazując jak załoga zmienia się i stresuje pod wpływem miejsca, w którym przebywa. Co się tyczy załogi - mamy miłych mechaników, ludzi z góry, którzy są zimnokrwistymi dupkami i naszych trzech główniejszych bohaterów. Kadokura Kengo z reguły krzyczy, ucieka, walczy, znów ucieka (szybciej niż inny pomimo zwichnięcia) i w ogóle zawsze chce go coś pożreć - no ma chłopak pecha. Pani główny mechanik, Kusakaba Miwa - odważna, ładna i zna się na przewodach. W pewnym momencie odpowiedzialna za całość operacji, przez co dostaje załamania, a mimo to i tak myśli lepiej od reszty. A na deser pół Chińczyk, pół Japończyk, Xia Nozomi, hybryda, która chce się dowiedzieć czegoś o wydarzeniu sprzed trzech lat i robi za programista/haker/informatyka. W sumie przystojny.
Jeżeli chodzi o ciemną stronę, choć było to nierealne, liczyłam na coś w stylu Agatha'y Christie (morderca jest jednym z nas), ale od samego początku autor nie daje nam żadnych złudzeń - mierzymy się z czymś większym. Antagonistyczność została wykonana ciekawie i, rzeczywiście, gdy zrobiło się ciemniej zapaliłam lampkę. Nie sądzę jednak, że sposób w jaki dostała się ona do fabuły był "naturalny" dla bohaterów. Wiem, że ludzie odwalają różne rzeczy gdy są w krytycznej sytuacji (jak twierdzą mangi i anime), ale nie sądzę, że gdyby byli w takiej to odwaliliby to co odwalili w mandze (to tak bardziej osobiste preferencje). Głównie z tego powodu w trakcie lektury cmoknęłam pod nosem.
Rysunki są "brudne", niedokładne, czyli horrorowe, pasujące do opowieści i stwarzające klimat, choć oczywiście nie tak dobre jak w Hideout. Autor eksponował aspekt ciemności i tego, co się może w nich czaić, dlatego często z całkowicie ciemnego kadru łypała na odbiorcę lekko zarysowana maszkara. W związku z tym trzeba się było wpatrywać coraz bardziej, a im bliżej przybliżałeś nos, tym bardziej chciałeś go oddalić. Od czasu do czasu pojawiały się rysunki samej stacji, zawsze pogrążonej w ciemnościach, małej i bezbronnej w porównaniu z otaczającą ją pustką.
Polecam tym razem fanom horrorów, a nie tylko gore. Manga ciekawa, czasami zaskakująca, z nietypowym rozwiązaniem. Kreska odpowiednie do serii, szczególnie rysunki zarazy, co to bazę nawiedza. Trochę spłycone rozwijanie postaci, choć to nie oni są tak naprawdę ważni w całej historii, a wydarzenia sprzed trzech lat, które mają całkowity wpływ na teraźniejszą fabułę; choć mam wrażenie, że można było zrobić z nią jeszcze więcej, nie narzekam, szczególnie jak odkryłam co nas czeka w 3 i 4 tomie (przypominało mi Uzumiaki, czy Gyo Junji'ego Ito). Polecam, można się przestraszyć.
* właściwie oceanu, ale lepiej brzmi
Ilustracje należą do Koike Nokuto 6000




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz