wtorek, 4 sierpnia 2015

Ousama Game: Bo królowi się nie odmawia...

Tytuł: Ousama game
Autor: Kanazawa Nobuaki
Ilustrator: Renda Hitori
Ilość tomów: 5
Docelowy odbiorca: dorośli
Ocena: 5/10 (średniak)

Skoro manga będzie miała premierę w Polsce 10 grudnia, tuż przed One Punch-Man'em, musiałam zerknąć co tym razem JPF przygotowuje dla swoich czytelników. Muszę przyznać, że zdołałam się oderwać dopiero po przeczytaniu zakończenia. Mocna, ale shounen'owa (nakama power). Nie tak dobra jak Battle Royal czy Another, choć naśladuje. Wciągająca, ale mocno średnia. Oto gra w króla!

Jak grać w króla pokazały nam już różne mangi, np.: I''s. Podczas losowania jedna osoba staje się królem i rozkazuje pozostałym uczestnikom. Jednakże co by było, gdyby zabawa przestałaby być zwykłą rozrywką, a przeistoczyła się w nieludzką rzeź? Pewnej nocy 32-osobowa klasa otrzymuje sms'a, mówiącego o rozpoczęciu się gry wraz z pierwszym wyzwaniem. Pocałunek nie stanowi wielkiego wyzwania, ale macanie, czy seks zaczynają wszystko komplikować. Z początku urozmaicenie porannych zajęć zmienia się w walkę o przeżycie. Czasem trzeba będzie zagłosować kogo zabić, czasem wylosować tego kto umrze, a wszystko to pod groźbą 24-ro godzinnego limitu i kary za niewykonanie zadania, którą zazwyczaj jest śmierć.

Jako wielka fanka horroru, cieszyłam się łzami, potem i latającymi kończynami, jednakże całokształt (poza litrami krwi) nie prezentuje się jakoś okazale. Przede wszystkim bohaterowie nie byli zbyt dobrze skonstruowani (wyłączając scenę "seks w ciągu 10 minut"). W powietrzu unosił się Nanahara Shuuya z  Battle Royal, jeszcze bardziej shounen'owy, który nie ważne ile by nie przeszedł zawsze ratowałby wszystkich bez wyjątku. Iwamura Ria była postacią, która pełniła rolę geniusz - ni to wróg ni sojusznik, która miała być intrygująca, wprowadzając dodatkową dawkę niepewności. No trochę nie wyszło, Reszta klasy się nie wyróżniła.

Pomimo rutynowych protagonistów, muszę przyznać, akcja trzymała za jaja. Śmierci wyglądały nienaturalnie, nie wiadomo kim był tytułowy król (ousama), a ludzie jak ubywali tak ubywali. Oczekiwałam jakiegoś dziwnego, niesamowitego rozwiązania, ale zastałam rozczarowanie. Nie ma o czym się rozpisywać. Koniec jest zły i już. To tak jakby na pytanie "Dlaczego jest tak, a tak?" odpowiedzieć: - Bo tak zostało stworzone (wersja dla heretyków: - Bo magia.). No cóż...

Graficznie manga jest miła dla oka. Trochę niedociągnięć i brak dobrych teł. Czasami ogólnie brak teł. Bywało, że przypominała mi brutalny styl Battle Royal. Przez to, że bohaterowie dość często pociągali nosem, zwróciłam uwagę na trochę dziwny wygląd łez i zapłakanej twarzy.

Podsumowując, mangę mogę ostatecznie polecić początkującym fanom gore. Prawdziwe napięcie emocjonalne znajdowało się w pierwszym tomie, który niestety prowadził do niezadowalającego końca, Niektóre rozwiązania były... niemądre, choć nie mogę powiedzieć, że nie siedziałam przyklejona do monitora aż do ostatniej strony. Ousama Game jest zdecydowanie średniakiem i wierzę, że znalazłyby się ciekawsze tytuły do pokazania polskim czytelnikom, ale z drugiej strony cieszę się na myśl, iż coraz więcej horrorów znajdzie się na mojej półce. Nie zapomnijcie, że czeka nas Higurashi.


 Ilustracje należą do Kanazawa Nobuaki i Renda Hitori Ousama Game

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz