sobota, 5 września 2015

Atak tytanów - tom 1.: Kolejne oczko łańcucha pokarmowego

Tytuł: Atak tytanów (Shingeki no Kyojin)
Autor: Hajime Isayama
Ilustrator: Hajime Isayama
Ilość tomów: 17+
Wydawnictwo: JPF
Gatunek: horror, akcja, tajemnica
Docelowy odbiorca: shounen
Ocena: 8/10

Wstęp:
Czasami dobra historia potrzebuje kilku tomów, żeby się porządnie rozkręcić. Czasami za to, nawet ich dwucyfrowa liczba może nie wystarczyć. Bywają również przypadki, kiedy po 190 stronach czarno-białej migawki wiesz, że rozpocząłeś niesamowitą podróż. Z dokładnie taką refleksją odłożyłam pierwszy tom znanej na całym świecie serii o tytanach.

Historia:
Z niewiadomych powodów, olbrzymie maszkary przypominające z pozoru ludzi, pojawiły się na naszej pięknej planecie, siejąc spustoszenie. Co prawda nie paliły wiosek, nie plądrowały pałaców i nie gwałciły kobiet - zwyczajnie pożerały żylasty homo sapiens. Nasz gatunek znalazł się niemalże na skraju wyginięcia, gdy ludzie zbudowali ogromny, 100 metrowy mur oddzielający ziemie nieskalane plagą tytanów od reszty bestialskiego świata. Po 100 latach izolacji i względnego bezpieczeństwa ludzkość w końcu odsapnęła. Można by wręcz powiedzieć, że stała się gnuśna. Ale, czy po terrorze takiej skali nie należy się mieszkańcom 3 obronnych murów odrobina zapomnienia? Eren, nasz małoletni protagonista, odpowiada (właściwie krzyczy) przecząco. Pragnie wyjść z klatki, zobaczyć świat, który opisują zakazane książki. Dlatego jego marzeniem jest dołączenie do korpusu zwiadowczego, wykonującego najniebezpieczniejsze zadania poza murem. Niestety mieszkańcy pierwszego muru Maria zbyt często oglądają powroty zwiadowców - z uszkodzonymi wozami, zakrwawionymi dowódcami i rozczłonkowanymi żołnierzami, by jego matka uznała to za dobry pomysł. Eren, razem z przyjaciółmi: Mikasą i Arminem, przemierza złudnie spokojne ulice, gdy w końcu TO się dzieje. Koniec beztroski. Przełamanie letargu. Znikąd pojawia się 100 metrowy tytan, który niszczy bramę. Potwory wdzierają się do miasta. Ludzkość przypomniała sobie, co oznacza bezsilność i strach, którego nie można rozwiać, wtulając się w bezpieczne ramiona rodziców.

Opinia:
Jak można zauważyć po ocenie - manga bardzo mi się spodobała. Nie będę udawać hipstera ani bronić mainstreamu, Atak tytanów to po prostu dobra historia z obłędną kreską i wiele osób to zauważyło. Już w pierwszym tomie poznajemy trójkę głównych protagonistów, a w dalszej części przybywa nam ludków, którzy tworzą razem 114. korpus treningowy. Każdy z bohaterów posiada odmienne motywacje i definicje tego, co to znaczy być żołnierzem. Co prawda, zostajemy nagle wrzuceni w środek akcji, dlatego na dokładniejszy rozwój postaci i odkrywanie ich tajemnic musimy prawdopodobnie poczekać na dalsze tomy. Użyłam "prawdopodobnie", ponieważ nigdy nie wiesz, kiedy ktoś z twoich ulubieńców zamieni się w potrawkę dla tytana.

Akcja nie zwalnia od 1 strony do 190, czyli prawidłowe budowanie napięcia w dobrym shounenie. To, że tytani wbijają na przygraniczną dzielnię i niszczą stuletni mur Maria, to zaledwie 90 stron. W drugiej połowie, autor zmieścił zwrot druzgocący nasze marzenia o pokojowym treningu i zdobywaniu siły, by mierzyć się z demoniczną siłą przeciwnika. Nie mówiąc o zakończeniu, dzięki któremu odliczamy na placach, ile kromek trzeba sobie odmówić i jak dużo wody zaoszczędzić, by starczyło na tom 2.

Ilustracje:
Ilustracje, jak wspomniałam wcześniej, są obłędne. Całkiem ładne nasycenie czerni sprawia, że niechlujne, szkicowane rysunki idealnie pasują do tego brutalnego świata. Oryginalność gromadzi zwykle fanów i antyfanów, a skoro mamy ich tutaj, to wiedz, że coś się dzieje... Bardzo podobają mi się kadry oraz przedstawienie ruchu. Dynamicznie narysowane postaci sprawiają, że akcja wydaje się szybsza i dramatyczniejsza i sama już nie wiem, kiedy ostatni raz tak prędko przewracałam strony. Kolejnym plusem są, zniekształcone wręcz, rysunki postaci. Niesamowicie ciekawa perspektywa zwyczajnie przyszpila twój wzrok na kilku kolejnych kadrach. No i nie oszukujmy się - Isayama idealnie wykorzystuje zagranie wielgachnego rysunku na dwóch stronach. Szczególnie w wydaniu powiększonym JPF-u takie cudeńka wbijają w kanapę.Co prawda, muszę przyznać, nieliczne kadry wyszły dość niezgrabnienie, ale pamiętajmy, że to dopiero rozgrzewka, tom 1. z co najmniej 17. Jak na razie jestem mega fanką brudnego stylu Isayamy.

Podsumowanie:
Świetny początek niesamowicie pochłaniającej (także pieniądze z portfela)  historii. Mocne, paczące akcje przedstawione przez dobrze zapowiadający się pędzel. Jestem na tak, a z moim prawdopodobnym rozdwojeniem jaźni, nawet podwójnie. Mimo, że nie mam trzeciego jurora przy moim boku, ta manga dla mnie przechodzi dalej!






Ilustracje należą do Hajime Isayama Shingeki no Kyojin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz