The Magicians' Guild
Nazwa serii: Trylogia Czarnego Maga (tom I)
Autor: Trudi Canavan
Tłumacz: Agnieszka Fulińska
Okładka: Steve Stone/ Artist Partners LTD.
Wydawnictwo: Galeria Książki
Miejsce i rok wydania: Kraków 2011
Gatunek: fantasy
Ilość stron: 518
Cena: 35,90 zł
Ocena: 3/10
Wstęp:
Jako pobieżna fanka fantastyki, która rzuca się to na Paoliniego, to na Sapkowkiego, napadana pozytywnymi opiniami o pani Canavan jako pisarki fantasy dla młodzieży, pomyślałam, że co mi tam. I tak się za bardzo nie znam, nie rozkładam rąk nad złożonością świata, czy skondensowaniem ras. Jednakże na bohaterów i fabułę uwagę już poniekąd zwracam, czy chcę czy nie. A tego właśnie nie uwzględniono w Gildii Magów.
Historia:
W Imardinie, mieście, gdzie znajduje się główna siedziba Gildii Magów, co roku dokonuje się Czystek na terenie slumsów. Magowie, którzy są objęci surowym prawem, z nakazu króla, wyganiają pijaków, bidaków, niewinne rodziny, chorych i inne zakały miast - innymi słowy przeciętnych obywateli. Członkowie Gildii, znienawidzeni przez bylców (mieszkańców slumsów), są przez nich często zwymyślani i obrzucani na pewno nie bukietami róż. Sonea, (o dziwo główna bohaterka) podczas tegorocznej Czystki, dołącza do swoich przyjaciół i rzuca w niegodziwych Magów kamieniami. W pewnym momencie skupia swoją negatywną energię i zadziwia wszystkich dookoła. Cóż, z pewnością nie tak, jakby tego chciała, ale imię dziewczynki, która przełamała się przez barierę jednego z Gildii pozostanie niezapomniane. Tak moi drodzy, w slumsach, wychowany w nienawiści do magii, grasuje dziki Mag! Cały Imardin przewraca się do góry nogami: jak dotąd Magowie pochodzili wyłącznie ze szlacheckich domów, a nagle okazuje się, że zwykła ulicznica może posiadać niebagatelne pokłady mocy. Sonea ukrywana przez przyjaciela Cery'ego u Złodziei, walczy jednocześnie z Gildią, która chce ją pochwycić oraz ze swoimi umiejętnościami, będącymi bardziej niszczycielskimi niż można się było spodziewać.
Opinia:
Ach, jak fajnie posłuchać, gdy coś jest nazywane trylogią. Panuje na trylogie właśnie ogromna moda. Cóż, często się mówi, że 3 to idealna liczba i wszystko co znasz będzie to potwierdzać - Pokemony, Naruto, Harry Potter, Sienkiewicz, Kieślowski. Mimo to, nawet jeżeli pudełko lepiej się na półce prezentuje, ta książka nie jest Czarnemu Magowi fabularnie potrzebna. No przynajmniej połowa. Styl nie jest wymagający i można go czytać szybko i przyjemnie, jak przystało na książkę akcji, ale przez prze nudne oraz powtarzalne akcje wszystko się strasznie wlecze, w ostateczności nie osiągając niczego. Dokładnie, ponad połowa lektury jest przedłużeniem tego, co mogłoby się zmieścić w przynajmniej 50 stronach, jeżeli autorka przyśpieszyłaby bieg wydarzeń i wydziobała niepotrzebne epizody. Co prawda poznajemy trochę Cery'ego, ale ze dwie, trzy sceny, mające pokazać nam jak to się nie stara, nie przybliżyły mi do końca protagonisty.A szkoda, bo świat jaki stworzyła pani Canavan jest dla mnie dość atrakcyjny (szczególnie dla takiego laika, co się klasyki nie tyka). Gildia Magów pod surowymi zasadami króla, sprzymierzone królestwa, czy opozycyjna Gildia Złodziei są ciekawym elementem książki, których właściwie nie poznajemy, bo Sonea musi uciekać, uciekać tunelem, uciekać zakazanym przejściem i może trochę po podpalać pokój.
Jeżeli chodzi o postacie - zdarzyło mi się mieć jakieś ciche sympatie. Ale szeptem. Cery w sumie skończył jako Ten-Porwany-Sfriendzowany. Faren, lider grupy złodziei, który ukrywał główną bohaterkę, miał dla mnie lichą motywację, jak dla mnie wciśniętą na siłę przez autorkę, bo jaki profit z tego, że co rusz przenosi ją do innej kryjówki, a ona mu podpala chatę. Jeśłi byłby człowiekiem, który zna się na magii - ok. Jako ktoś, kto próbuje odpokutować grzechy i widzi w Sonei swoją zmarła córkę, żonę, siostrę, raczej nie matkę, to już byłoby niepokojące - mogę przymknąć oko. Ale złodziej, mało tego przywódca złodziei...?
O Sonei nie wspomnę - nie dość, że była przemycana jak lalka, to nie wykazała się mocnym charakterem. Mogę to zrozumieć, okazało się, że ma moc i wszyscy ją nagle chcieli itd., ale dla mnie osobiście to nie wymówka, żeby dziewczyna nie mogła pokazać trochę indywidualizmu.
Polubiłam za to drugą stronę medalu: Rothena i Dannyla, którzy to usiłują jak najszybciej znaleźć dzikiego Maga jako pierwsi, żeby protagonistce pomóc. Starają się ile mogą i są pozytywni do bólu, ale pozwalają na kilka komicznych sytuacji, więc ciepełko w sercu bije. Najlepszy okazał się jednak Wielki Mistrz, chodzący w ciemnych szatach,wzbudzający respekt i tajemniczy - szkoda, że autorka nie napisała jak bardzo jest przystojny. A to, że ma jakieś matactwa w piwnicy i rękawy poplamione krwią to sprawy marginalne.
Podsumowanie:
Powiedzmy szczerze, książka nie była tak dobra jak obiecywały piękne nadruki na okładce. Zabrakło ciekawszego pomysłu na fabułę, akcja, choć w niezłym świecie, raczej się wlecze, a finał tomu nie jest ani trochę satysfakcjonujący. Ale, ale, każdy kiedyś musiał popełnić swoją pierwszą książkę. Debiut pani Canavan nie mogę uznać za udany, choć obiecujący. Jak słyszałam, druga część jest o niebo lepsza i po osobistym sprawdzeniu przyznaję rację. Chociaż serce będzie boleć, radzę przeskoczyć tom pierwszy Czarnego Maga i od razu zabrać się za 2. W pierwszym rozdziale Nowicjuszki mamy na ogół dobre streszczenie Gildii Magów, więc nic wstrząsającego nas nie pominie. Książka po prostu powinna być dozwolona do lat 18-stu. Zakończmy tym muzycznym akcentem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz