wtorek, 1 września 2015

Manga of the Dead: Jak od gnijącego mięsa oddzielić jeszcze dobre kości

Tytuł: Manga of the Dead
Autorzy i Ilustratory: Wydanie zbiorowe (Katsura Terada, Hitoshi Kino, Uguisu Sachiko, Shimada Teranosuke, Hokazono Masaya, Hiromono Shinichi, Koizumi Tomohiro, Fukao Atsushi, Hiroe Rei, Samura Hiroaki, Matsumoto Jiro)
Ilość tomów: 1 tom
Gatunek: zombie, horror
Docelowy odbiorca: seinen
Ocena: 5/10 (8/10 tylko podkreśleni autorzy)

Wstęp:
Mój pierwszy kontakt z antologią mang zombie wskazał. po raz kolejny, na główny problem, który mam z takimi wydaniami - dzieła będące średnimi wypadają źle w porównaniu do dobrych, a dobre wyglądają wspaniale w stosunku do średnich. Dodam jeszcze, że Manga of the Dead jest bardzo nierówna pod względem pisania historii i ilustracji. Mimo to warto ją otworzyć dla dwóch, trzech historii i genialnej ilustracji Samury (Powóz lorda Bradleya).

Kompozycja tomiku:
Książkę tworzy 8 opowiadań i 3 ilustracje, które przeplatają się w formie 2 historie + ilustracja. Każdy autor posiada własną kreskę, dzięki czemu każda historia wygląda wyjątkowo na tle pozostałych (oprócz Fight of the Living Dead Hiromoto, to się wizualnie nie nadaje), choć złota zasada numer 1, czyli człowiek ugryziony przez zombie zamienia się w zombie jest podstawą większości historii.
Najwięcej dla antologii zrobili ilustratorzy. Ich ilustracje są zwyczajnie dobre i powinni, według mnie, dostać wewnątrz tomikowe nagrody: Hiroe Rei po prostu za to, że nie ssie jak Zombie Shounen, Samura Hiroaki, bo jest Samurą Hiroakim, a Matsumoto Jiro za dowcip.

Historie:
Naszą zabawę z gore zaczynamy od And I Love Her Katsury, która jest całkiem interesująca wizualnie. Niechlujne, niedokładne rysunki w jakiś sposób pasują do tej dziwnej opowieści, o rodzinie, która trzyma w piwnicy babcię zombie. Ciekawa była reakcja otoczenia - licealistka, która jest główną bohaterką zostaje po prostu izolowana od reszty grupy. Tak jakby trzymanie w domu zombie było lamerskie. Może istnieją grupy wsparcia dla krewnych zombie albo zombie sanatoria. Dowcip, który właściwie może być wyłącznie moją interpretacją, pokrywa, całkiem gruba, warstwa mocnego dramatu chociażby w samej rodzinie.

Dead and Fail to Die Hitoshiego Kino to jeden z rozdziałów, który mi się nie spodobał. Ewidentnie wzorowany na High School of the Dead, ma ujęcia na majtki, cycki i flaki, a jak ktoś się wyjątkowo uprze to może wykopać jakiś związek między rodzeństwem. Zaczynamy od ryżu, gdy matka nagle przemienia się w zombie, chapie córkę i odgryza jej rękę. Młodszy brat, domyślając się, że ze schabowego nici, wybiega z siostrą w ramionach, lecz w szpitalu otrzymuje tragiczną wiadomość, że oboje mogą być zarażeni, a w związku z tym eksterminowani. Chłopak przechodzi jednak przez okres izolacji, a gdy próbuje się dowiedzieć, co się dzieje z jego siostrą, do akcji wkraczają siły państwowe, tłumacząc, że dziewczyna jest jakby martwa, ale nie do końca...

Children Living with Corpses mówi dosłownie czym uraczy nas autor. Ta perełka jest według mnie najlepszą historią antologii. Chora, obrzydliwa, niepokojąca, czyli w końcu niezły horror, pachnący trochę Junji Ito. Czas akcji opowieści to apokalipsa w toku. Matka została zarażona i przemieniła się w zombie, jednakże ojciec nie ma siły by ją zabić. Dlatego tata roku przywiązuje kobietę do krzesła w jadalni, a gwoździami przybija jej ręce do blatu. Niestety sam po pewnym czasie się przemienia zostawiając dwójkę małych dzieci. Z zapasami na miesiąc, dzieci żyją sobie w ciemnym pokoju z małym psem Babu i gnijącymi rodzicami w jadalni.

Shimada przedstawił ciekawą miniaturę Zombie. Cenię ją sobie bardzo za te wszystkie niedopowiedzenia. Gdybyśmy nie wiedzieli, że została wydrukowana w książce pod takim tytułem, otoczona historiami o zombie, można byłoby zinterpretować ją całkowicie inaczej. Autor pokazuje nam zjazd absolwentów, na którym spotykają się starzy znajomi, wspominając dawnych nauczycieli, śmieszne sytuacje i osoby, których już między nimi nie ma.

Hokazano Masaya w porównaniu do Shimady jest dość przeciętny. Jego historia, Shiryou no Mori, ni mrozi ni grzeje i właściwie to radzę ją przewinąć. Hiro (trudno jeszcze bardziej wyeksponować
bohatera ;) potrafi odróżnić żywe trupy od zwyczajnych ludzi. Te bezwolne kukły jakimś prawem powróciły do życia i teraz obijają się bez celu o budynki i krawężniki. Czekając aż narzeczona przygotuje co nieco w ich ciepłym domku, otrzymuje paczkę od swojego dawnego profesora. Wraca wspomnieniami, gdy podczas jednego z wykładów nauczyciel paplał coś o możliwości wskrzeszania zmarłych, wyśmiewany przez innych studentów, budzący lęk u Hirokiego. Po zajęciach chłopak przychodzi ostrzec wykładowcę, ten jednak napala się jeszcze bardziej i opowiada o planie wskrzeszenia zmarłej żony. Wybudzając się ze wspomnień, Hiro rozrywa opakowanie i ze zdziwieniem odkrywa, że trzyma dziennik badań profesora, a na jednej ze stron napisane jest: "Udało się".

Zombie Shounen to porażka tomiku dlatego pozostawmy tu po prostu pustą przestrzeń. 
........
..............
.....
No dobra, złe rysunki, zła fabuła i żarty na temat dziewictwa. Historia, która miała wnieść komizm, przedstawia głównego bohatera, prawiczka (chwali się tym kilkanaście razy w 42 stronicowym rozdziale - nie mam pojęcia, dlaczego dostał aż tyle miejsca), który nie ma pieniędzy na utrzymanie, co, w świecie opanowanym przez zombie, wiąże się z eksterminacją. Protagonista korzysta więc z podpowiedzi przyjaciela, który polecił mu tajemnicze "czyszczenie ciał". No cóż, lepsze to niż sprzedawać tyłeczek grubym milionerom. Tylko dlaczego zakładają mu kostium bojowy i dają broń do ręki...?

Tym razem Fight of the Living Dead naprawdę pominę. To takie cuś o początkach apokalipsy.

No i kończymy na Yuki Youkai Ningen Organogel, Fukao Atsushi, które jest najlepszą wizualną opowieścią (choć tylko w niektórych, bo nad resztą trzeba by trochę popracować), za to kisi się fabularnie. Nawet nie wiem za bardzo o czym to jest. Jakaś epidemia, jakaś wnuczka, która macha cepem i zabija jak wiedźmin, jakiś jej dziadek, który jest (po kiego?) ukrzyżowany i jakiś zabójca, który używa żrącego kwasu i chwali się, że ma maskę z ludzkiej skóry. Ale hej, przynajmniej ma fajny design.

Ogólne wrażenia:
Tomik zwiedzić warto, ale dla autorów podkreślonych na początku. Nie wiem, kto był redaktorem antologii, ale potrzebna mu poziomica. 

Zagadka: Ile razy użyłam słowa "zombie"? 
(Dużo się nie liczy)
(Bardzo dużo też nie)



 Ilustracje należą do Manga of the Dead

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz