Tytuł:
Fate/kaleid liner Prisma☆Illya
Studio: Silver Link
Ilość odcinków: 10
Sezon: Lato 2013
Gatunek: magiczne dziewczynki, akcja, fantasy, komedia
Ocena: 6/10
Wstęp:
Nikt tak nie bawi się swoim stereotypem jak mahou shoujo. Myślisz, że masz tu słodką dziewczynkę, co jeszcze podstawówki nie skończyła, to się napatrzysz na pierwsze miłości, przyjaźnie i wycinanie kwiatków na lekcji plastyki. A tu proszę, jedna nie ma duszy, druga głowy, a trzecia wykrwawia się powoli na naszych oczach. Typowe mahou shoujo.
Historia:
Toosaka Rin oraz Luviagelita Edelfelt (ach te szlacheckie imiona) są magiczkami. Obiecano im, że jeżeli wykonają pewną misję, zostaną uznane za uczennice potężnego maga. Ich zadaniem nie będzie zdobycie rzadkiego składnika, czy odzyskanie tajemniczego zwoju - muszą zebrać karty, znajdujące się w Japonii. Oczywiście nie takie, które można bezkarnie tasować - karty posiadające w sobie siłę bohaterów, których najpierw trzeba pokonać. By ułatwić dziewczynom zadanie, Rin i Luvia zostają właścicielkami dwóch różdżek, potrafiących uczynić swego posiadacza magiczną dziewczynką. Potężną magiczną dziewczynką. Jednakże Ruby i Sapphire (berła) zostają bezczelnie wykorzystane do walki pomiędzy czarodziejkami. Postanawiają zatem zmienić swoje panie.

Illyasviel von Einzbern jest zwyczajnym dzieckiem - chodzi do szkoły, ma dużo przyjaciół i lubi oglądać anime. Nie patrzmy na to, że mieszka z dwoma pokojówkami. Pewnego wieczoru, w czasie kąpieli, Illya wypatruje na niebie błyszczący przedmiot, który wlatuje przez okno, nokautując przy okazji przybranego brata, Shirou (menda przylazł do łazienki, jako pretekst do małego ecchi). Okazuje się, że niezidentyfikowanym obiektem jest magiczna różdżka, Rubi. Illya zdezorientowana chce wyrzucić przybysza przez okno, lecz gdy tylko go dotyka, ta rejestruje dziewczynkę jako swoją właścicielkę. I oto nagle mamy nową mahou shoujo.
 |
| Odcinek 1 |
Gdy Rin w końcu znajduje Illyę, zostaje jej mentorką i próbują razem zebrać karty. Przy swoim pierwszym pojedynku z bohaterem, nieporadnej Illyi pomaga Miyu, dzierżąca drugie berło i sprzymierzona z Luvią. Jednakże dziewczyna nie jest skora do współpracy. Deklaruje się, że karty zdobędzie samodzielnie. Illya jednak nie odpuszcza. Ale co się stanie, gdy bycie magiczną dziewczynką będzie odmienne od tego, co pokazuje anime. Słodki strój to jedno, lecz gdy przyjdzie ryzykować własnym życiem, czy bohaterka zdobędzie się na poświęcenie, by walczyć za swoich przyjaciół?
Opinia:
Fate/kaleid to projekt, który nie wiedział, w którą stronę tak naprawdę pójść. Mamy coś, żeby się pośmiać, coś poważniejszego, trochę fanserwisu i sztampowe rozwiązania. Humor był fajny i zboczony, parsknęłam nieraz i nie dwa, ale czasami wydawał się wymuszony i niepotrzebny, przykładowo kiedy Sella (jedna z pokojówek) wykłócała się o swoje piersi. Bardzo dobry był odcinek 6, na który poszła prawdopodobnie połowa budżetu. Walkę sprezentowano w nim dynamicznie, ładnie, z dobrymi kadrami. I był to jeden z nielicznych momentów angażujących, wchodzących na pole dla dojrzalszego widza.
 |
| Odcinek 5 |
Prawdziwy, wymagający pojedynek i przerażenie Illyi, że to przecież nie anime, można się skaleczyć i umrzeć - to nie do końca wykorzystane wątki. Scena walki nie jest krótka, ale kiedy Sapphire nagle wyskakuje, napięcie zostaje nadwątlone. Według mnie tej scenie powinno pozwolić trwać.
Rozumiem szczęśliwe zamykanie wątku, w końcu anime mieści się w mahou shoujo, jednak twórcy mogliby trochę namieszać - nie wiem, może kogoś po drodze zamordować (po prostu marzę o kolejnym Fate/Zero). Chociaż przecież dostałam motyw shoujo ai i yandere, więc powinnam się w kwestii zakończenia zamknąć.
 |
| Odcinek 5 |
Co do tworzenia według szablonu: Illya jest zwyczajną, słodką dziewczynką, która wierzy w siłę wyobraźni, a Miyu to ta kuudere: chłodna, nieśmiała, nie radzi sobie dobrze z ludźmi i nie ma przyjaciół, ale dobrze wygląda w stroju pokojówki. I jakoś mi to w tym tytule nie przeszkadza. Osobiście dodałabym do gatunków parodię - wtedy bohaterki pasowałyby jak ulał. Szczególnie jeżeli uwzględnimy Luvię, typową arystokratkę, która ma irytujący śmiech pani mikołajowej, wielką chałupę, i helikopter. U Rin, w przeciwieństwie do swojej bogatej rywalki, hajs się nie zgadza. Można o niej powiedzieć, że jest w porządku, opiekuje się Illya, chroni tyły i działa szybko. No i całkiem fajnie wygląda z kocimi uszkami.
Bardzo miło obserwowało się postacie i świat z Fate w innej odsłonie. Mało było Shirou i dobrze, bo jego im mniej tym lepiej. Zupełnie niepotrzebnie stworzono jakiś tam wątek pomiędzy Illyą a tym.
nudnym pomidorem. Jedyny plus, to krew z nosa w pierwszym odcinku. Esencje bohaterów zgromadzone w kartach to oczywiście nasi herosi z poprzednich serii: był jeździec, szermierz, mag, berserk, zabójca i łucznik, z czego trzy ostatnie walki były całkiem całkiem. Z resztą, wszystkie te nawiązania na pewno ucieszyły fana Fate.
Co się tyczy fanserwisu - nieźle. Choć boli, że pozować dla nas mają dziewczynki z podstawówki, oj boli, to nie ma tego cierpienia aż tak dużo. Najintensywniej wypada w tym świetle
odcinek siódmy, którego kadr można podziwiać poniżej.
 |
| Odcinek 7 |
Ocena:
Wynik końcowy: ok. A to wszystko za nawiązania, walkę oraz shoujo ai. Jeżeli jednak autorzy przygotowali dla nas kolejne sezony, powinni wiedzieć, jaką drogę obrać: trochę więcej seinen, mniej niepotrzebnego humoru i najlepiej wyrzucić Shiro na zbity pysk. Polecam.